czwartek, 7 lipca 2016

cztery.

noęc dziś tak, że chyba zaraz zadzwonię do domu. chociaż nie mam po tym śnie żadnych złych uczuć, mimo że było tak: chodziłam po cmentarzu ze zmarłą ciotką i jeszcze jedną osobą (wydaje mi się, że moją Mamą, ale ze względu na dalszy ciąg, to trochę dziwne...), szukając grobu, w którym były jej dwie siostrzenice (w tym moja Mama, obie żyją), oraz mąż jednej z nich (takoż żyjący). w końcu znaleźliśmy tablicę i poprosiliśmy obsługującą cmentarz (w tym śnie to była jakby pielęgniarka), żeby odsunęła nagrobek. to była jakby studzienka kanalizacyjna, w której pływały ciała. na wierzchu jakaś lalka, pod nią wystawała głowa wuja Włodka, a później zobaczyłam Mamę, która miała otwarte oczy i mrugała powiekami. wydało mi się to dziwne. potem poszliśmy z tego cmentarza, i tyle.
myślę, że na ten sen miało wpływ kilka rzeczy. po pierwsze, wczorajsze rozmowy z K. o "kolorowym" śnieniu po psychotropach (które wróciło bez psychotropów, za to przy odpowiedniej dawce euthyroxu), oraz oglądanie wiktoriańskich zdjęć zmarłych, pozowanych na żywych (o, tu: http://www.vintag.es/2015/04/21-victoria-era-post-mortem-photographs.html).
w każdym razie, nie obudziłam się zdenerwowana ani nic, obudził mnie budzik, którego potem przez godzinę nie słyszałam, tylko automatycznie wyłączałam drzemki, zasypiając w międzyczasie ponownie. acz już bez snów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz