czwartek, 21 kwietnia 2016

trzy.

buty i Eddie Vedder.
i miasto, znów miasto, które już kiedyś mi się śniło. niby Gdańsk, ale nie Gdańsk, nie mam pojęcia. odcięte fosą. przez fosę most, ja an moście. WTEM most zmienia się w dywan, chodnik leżący na wodzie. ludzie normalnie po tym idą - w tym Eddie Vedder, który mówi, żebym się nie bała, ale ja się boję. dywan jednym końcem zaczyna odpływać od brzegu, który mam bliżej, więc łapię się za betonowe schodki na nabrzeżu i jakoś wychodzę. siadam, a obok mnie kierowca taksówki, potem drugi, rozmawiamy, jak im się żyje i pracuje. w międzyczasie widzę dwie papierowe torby z rzeczami, które zostały mi po sprzątaniu. jedna torba do wyrzucenia, druga do przeniesienia w inne miejsce. wstaję i idę wzdłuż tej rzeki, potem wchodzę w jakieś chaszcze, obok biegną tory. idę, mijam Veddera, siedzącego na poboczu i grającego na gitarze. koło niego widzę moją torbę z rzeczami, cieszę się, że ktoś ją wyniósł z domu, idę sobie dalej, i idę, idę. ale WTEM - przecież to nie jest torba do wyrzucenia! dlaczego ona jest na zewnątrz! na pewno zaraz ktoś ją zaniesie na śmietnik!
wracam, ale obok Eddiego mojej torby już nie ma.
biegnę na śmietnik - jest! ale niestety wszystko jest już z niej wysypane, leży tylko jeden but (po tym rozpoznawałam, która torba jest która - w tej "dobrej" były moje szaro-cytrynowe meliski). śmietnik przeszukuje jakaś starsza pani, mówi, żebym pozaglądała w pudełka, bywają świetne buty, na pewno coś dla siebie znajdę. zaczęłam więc grzebać w kartonach, rzeczywiście, w jednym z nich nowa para melissek Westwood, różowych sandałków na kolosalnych szpilkach.
zaczęłam zaglądać do kolejnych pudeł i się obudziłam.
tak bardzo ciekawe, do jak wielu spraw z rzeczywistości nawiązują sny...przerabiają, udziwniają, ale całkiem wprost mogę się doszukać przełożenia z realnego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz